Misje OFM - serwis informujący o działalności misyjnej Zakonu Braci Mniejszych Polskiej Prowincji Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

STRONA GŁÓWNAHISTORIAPRACA MISYJNAGALERIALINKI                                                             


   Świadomość głoszenia Ewangelii wszystkim narodom, zgodnie z nakazem misyjnym Chrystusa (por. Mk. 16,15; Mt. 38,19), towarzyszyła Kościołowi od początku i zawsze prowadziła bardziej do czynnego rozpowszechniania Ewangelii w świecie...

       więcej>>


    Jak wygląda zaangażowanie na polu misyjnym braci z naszej prowincji Wniebowzięcia NMP z Katowic...

 więcej >>


  Galeria zdjęć dokumentujących pracę misyjną naszych współbraci oraz działalność naszego sekretariatu...

 więcej>>


     Linki do wybranych miejsc w Internecie - znanych i mniej znanych...

   więcej>>


 

   O. Kordian Merta OFM
   KIEDY ŚWIECA GAŚNIE PODCZAS CHRZTU


   Korzystając z wieczornego chłodu , siedziałem na werandzie afrykańskiej chaty. Barua, doskonały kucharz, który towarzyszy mi od siedmiu lat w wyprawach do wiosek rozsianych po buszu sprzątał po kolacji, nagle przerwał mi lekturę. - Ojcze chcę cię o coś zapytać, jeśli podczas chrztu zgaśnie świeca, czy człowiek ten umrze? To dziwne pytanie jest odzwierciedleniem afrykańskiego sposobu myślenia. Dwa dni wcześniej w innej wiosce była wielka uroczystość, po dwóch latach przygotowań dwudziestu ośmiu dorosłych (średnia wieku 40 lat) otrzymało chrzest św. W kulminacyjnym momencie ceremonii ojciec chrzestny kładzie lewą rękę na ramieniu kandydata do chrztu a w prawej trzyma zapaloną świece (świeca jest tylko jedna, przekazuje się ją z ręki do ręki, brak środków na więcej). Jedna z matek chrzestnych tak bardzo była przejęta swoją rolą, że nie potrafiła utrzymać świecy, trzęsła się jak przy ataku malarii, oczywiście świeca zgasła. Zabrałem jej świece zapaliłem ponownie i aby jej nie komplikować zadania sam ją trzymałem. Wielu ludzi kiedy występują publicznie pierwszy raz zachowują się podobnie. Przypominam sobie nauczyciela, który próbował w czasie niedzielnej eucharystii przeczytać drugą lekcje no i nie dał rady. Problem w tym, że dla Afrykańczyków życie nie jest takie proste. Świeca zgasła, symbol wymowny. W tradycyjnych wierzeniach afrykańskich nie zagłębiano się nad transcendentalnym charakterem absolutu. Wszechmogący był daleko, atrybuty jego boskości przypisywano duchom - zwłaszcza duchom przodków. Coś w rodzaju świętych obcowania, z tym, że nie wszyscy przodkowie byli święci (dobrzy) stąd wiele duchów jest złych. Wśród plemienia Zande istnieje idea ducha zbiorowego - ducha plemienia, każdy zły człowiek umierając łączy się z tym duchem wzmacniając jego moc i taki duch może zgasić życie jak płomień świecy. Jeszcze do niedawna wszystko działo się pod czujnym okiem ducha. Przykładowo narodziny dziecka były dowodem na to, że przodkowie rodziny ojca i przodkowie rodziny matki wyrażają zgodę na ich związek, brak potomstwa był dowodem na ich sprzeciw.
   W wiosce najdalej oddalonej od misji (dwa dni drogi) problemem jest woda. Wioska ma około siedemset mieszkańców. W porze suchej kiedy sezonowe strumyki wysychają po wodę trzeba iść bardzo daleko, z każdym kolejnym miesiącem pory suchej ta droga się wydłuża. W 95 roku w kwietniu myłem się w wodzie którą katechumeni przynosili na głowie idąc ponad godzinę (6 km). Mój poprzednik, pierwszy misjonarz w tym zakątku Afryki kilkakrotnie próbował wykopać studnie, zawsze bez skutecznie. Protestanci którzy kładą bardzo duży nacisk na życie socjalne (mają w tej dziedzinie olbrzymie zasługi, zwłaszcza służba zdrowia) też próbowali i nic z tego nie wyszło. W ubiegłym roku spróbowałem jeszcze raz. Pierwsze osiem metrów szło bez problemu ale potem zaczęła się biała skała, spod kilofa sypały się iskry, posuwaliśmy się pół metra na dzień, entuzjazm gasł z każdym dniem. Poza moimi plecami w wiosce odbyła się narada z udziałem miejscowej prorokini (fetyszer, prorok, Pytia, wszystko w jednej osobie). Następnego dnia po kilku godzinach pracy nad brzegiem przyszłej studni usłyszałem następującą historie. Przed laty kiedy jeszcze nie było kościoła próbowano tu wykopać studnie i właśnie ów specjalista namówił do cudzołóstwa jedną z żon szefa wioski. Zraniony małżonek pokarał cudzołożnika bardzo surowo, kiedy ten kopał studnię, zrzucił mu na głowę duży kamień i od tamtego czasu duch zmarłego nie pozwala znaleźć wody i stąd tyle nieudanych prób. Do dziś dnia tylko nieliczni ośmielają się wchodzić w głąb ziemi. Miejscowa specjalistka od duchów (prorokini) mówi, że trzeba zebrać składkę i złożyć ją potomkom zmarłego by przebłagać ducha, z ustaleniem krewnych nie będzie kłopotu. Zebrani przy studni mężczyźni znając moją niechęć do idei "prorokini" z zaciekawieniem czekali na moją reakcje. - Jeśli chodzi o składkę jestem za, ale pieniądze nie dla rodziny ducha tylko dla kowala żeby wyklepał stępione dłuta i kilofy. Odpowiedź została przyjęta salwą śmiechu. - Jeśli Bóg sprawił, że w tym miejscu jest woda to ją będziemy mieć, jeśli nie żaden duch nam nie pomoże. Prace zatrzymaliśmy na trzynastym metrze w tym pięć ostatnich metrów w białej jak śnieg skale. Dalej nie mieliśmy sił ani nadziei. Dla ludzi sprawa jest prosta, duch zamordowanego kopacza mści się nadal i po wodę trzeba iść bardzo daleko. Jeśli ktoś z pomiędzy dwudziestu ośmiu ochrzczonych umrze w najbliższym czasie, wszyscy przypomną sobie tę nagle zgaszoną świece. Pozostanie tylko pytanie jaki to duch i dlaczego ją zdmuchnął. Miejscowa prorokini na pewno znajdzie odpowiedź.
   Nikt nie wie jak długo to jeszcze będzie trwało. Niektórzy mówią, że Afryka przeżywa swoje średniowiecze i niczego nie da się tu przeskoczyć, można jedynie przyspieszyć. Dużo zależy od nas misjonarzy, od tego ilu nas będzie. Do tej pory z o. Barnabą kosztem życia wspólnotowego robimy wszystko, by trzy razy do roku dotrzeć do każdej wspólnoty - 315 km drogi, a raczej bezdroża, 24 tys. km, ponad 30 kaplic to krótki obraz naszej pracy.

Powrót do strony Listy   


do góry
  
LISTY